Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 205 616 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS
Kategorie

ODBICIE

sobota, 10 września 2016 16:22

 

P1180711.JPG

 

 

Tak się zastanawiam, czym jest odbicie czegokolwiek?. Patrząc w lustro widzę swoje odbicie. Wyraża to, co chcę widzieć – czyli siebie w całej okazałości. Czasem widzę emocję, zmęczenie, złość, obojętność i niepewność, ale czy to prawdziwy obraz mnie?. W tym miejscu powinnam sobie też zadać pytanie z jakiego materiału jest wykonane to lustro?, czy taka struktura jest optymalna?, czy cena takiego lustra nie poddaje w wątpliwość obrazu który widzę?. Mogę tak w nieskończoność zadawać sobie pytania tylko po co?.

Życie ponoć jest piękne i ponoć jesteśmy kowalami tego naszego życia – ale czy na pewno?.

Do takiego głupiego myślenia skłoniła  mnie rozmowa z koleżanką z cudownego Grodu nad Wisłą, gdzie lśni jak perła Wawel. Widziałam ją w okresie prawie dziewięciu lat jedyny raz a wydaje mi się jakbym  ją znała od zawsze. Mogę jednak z całą odpowiedzialnością powiedzieć że jest nie tylko osobą wrażliwą  na niedolę innych ale i pomagającą bezwarunkowo. Takie akcje  pomocy może jej pozazdrościć nie jedna Fundacja. Otwarta na ludzi, pogodna i pełna dystansu nie tylko do siebie.

To, co mi opowiedziała brzmiało jak bajka lub niezbyt udany horror.  Dla mnie to było coś nieprawdopodobnego, lecz Ona mówiła to z taką lekkością której nie potrafiłam zrozumieć. Byłam zaszokowana działaniem ludzi potrafiących bez zastanowienia tak złe rzeczy robić, choć wydaje mi się że takie chore działanie obrazuje małość i zawiść ludzi maluczkich i podłych. Zastanawiam się czy działanie takich ludzi  daje im wątpliwą satysfakcje?,  czy karmią się  idiotycznymi działaniami? A może jakaś dziwna choroba każe im żyć w tych wszystkich absurdach.

Szkoda mi koleżanki, bo choć wiem że śpiewająco da sobie radę, to jednak zawsze zostaje gorzki smak. Coś wiem na ten temat bo nie raz spotkałam się z taką sytuacją lecz nie taką napastliwą. Zaraz, przecież ja mam też chorą z nienawiści do mnie osobę i ta obsesja zżera ją dokumentnie i szkodzi raczej jej niż mnie. Wcale nie jestem zadowolona z tego powodu, bo tak naprawdę szkoda mi człowieka opętanego zawiścią i to zawiścią chorą i bezpodstawną.

Żyjemy jednak w dziwnych czasach gdzie chcemy tego, czego nie chcemy, mówią nam że widzimy to, czego nie widzimy i winniśmy robić to, czego robić nie powinniśmy. Trochę mi się to pokomplikowało ale życie nie jest znów takie proste jak drut, choć tyle mamy pięknych doznań wokół nas tylko nie potrafimy patrzeć swoimi oczami bez odbicia.

Kiedyś powiedziałam koleżance /też wspaniała kobieta z charakterem którego jej lekko zazdroszczę/ że wyspy Salomona byłyby dla mnie azylem. W wyobraźni przemierzałam szlaki wśród zjawiskowej przyrody, sycąc pięknem moje oczy i podziwiając przepiękną przyrodę. Szybko jednak zeszłam na ziemię do realnego świata gdzie pełno jest podłości. Kiedyś w dość specyficznych okolicznościach powiedziano mi – „takie życie” i wszystko  już było jasne.

Czasem mam wielką ochotę pojechać gdzieś, gdzie są piękne lasy, wejść głęboko i słuchać tej ciszy, gdzie szum drzew koi stargane nerwy, gdzie paprocie kłaniają się urzekając swoją zielonością, pochylać się nad malutkimi kwiatuszkami gdzieś ukrytych w trawach czyli – dolce Vita.

Rzeczywistość wali nas obuchem po głowie i już widzimy jak „wybrańcy” pochylają się nad każdym problemem suwerena, jak z pokorą przyjmują  niedolę tegoż suwerena i jak w trosce o niego przyznają podwyżkę dwa złote aby mógł  on, ten suweren polepszyć sobie byt. Tak się pochylając biegają z zadyszką po mediach i wciskają jedyną prawdę na  „lepszą zmianę” a w domyśle jak tu złowić jeszcze  kilku naiwnych, którzy uwierzą w te bajeczki.

Trochę się chyba zagalopowałam a może nawet nie trochę, wracam więc do szarzyzny wysilając moje szare przyjaciółki które mi jeszcze zostały do wytężonej pracy. Bez nich nie dam sobie rady a ich pracowitość jest mi bardzo potrzebna jak nigdy dotąd,  bo choć pogoda przepiękna to nad moją biedną,  skołataną głową zbierają się znów czarne chmury. Spodziewam się wielkiej, letniej burzy z wyładowaniami jak nigdy dotąd lecz krótkotrwałej  bo tylko taka by mnie teraz satysfakcjonowała. Potem mogę iść ulicami mokrymi od deszczu, lśniącymi srebrem od promieni słońca. Spojrzeć w błękitne niebo i chmurki leniwie płynące zostawiające odbicie w szkle mojego „biurowca” który wyrósł na moich oczach przed moim azylem.

 


Podziel się
oceń
12
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

"ZAPOMNIAŁAŚ MOJE IMIĘ

czwartek, 28 lipca 2016 9:29

 

P1180682.JPG

 

 

Czy „zwyczajne życie” jest tak naprawdę takie zwyczajne jak się wydaje?. Przecież każdego dnia dzieją się tak różne momenty, że nie można je nazwać „zwyczajne” _ a może się mylę?. Mam jednak prawo tak sądzić bo ostatnio dzieją się wokół mnie tak niesamowite rzeczy, że pewnie bym nie uwierzyła w takie przypadki, gdyby to mnie nie dotyczyło. No cóż, ponoć każdy ma przed sobą jakieś wyzwania i nie zawsze muszą być wyłącznie cudowne. Kiedy takie rozdawano ja pewnie zabawiałam się oglądaniem reklam. Jedna z moich ulubionych to pasta do zębów. Przeurocze „sadystka” mówiąc –„…. Pojawia  się reakcja bólowa…." Tu pojawia się przecudowny uśmiech. Piękna biel jej zębów to nic, ale ten uśmiech jest zjawiskowy i jak tu nie kochać dentystów a raczej takie piękne dentystki. Szukałam też „wolnych rodników”, które ponoć odpowiadają za moje niezbyt ciekawe oblicze  - nie znalazłam i dlatego nie załapałam się na te  ciekawe wyzwania. Moja wina i do nikogo nie mam żalu. Jak to mawiała moja babcia „ Czas to najpaskudniejszy złodziej. Zabiera ci rzeczy i nie chce  ich oddać za żadne skarby świata.” Takich złotych  myśli mam pełne worki lecz raczej nie korzystam z tych mądrości i to się mści bez zapowiedzi. Powtarzam sobie jednak maksymę mojej mamy – „ Nie spodziewaj się najgorszego, co możesz sobie wyobrazić, bo stanie się to, i to o wiele szybciej niż myślisz”.  Ta prawda dopada mnie zbyt często a moje szare ostatnio maja mnie w odwłoku, więc mam przechlapane totalnie.

Nie ma co szlochać w rękaw. Nie zmienię tego, co teraz dziej się wokół mnie. Jestem już zmęczona  w gąszczu ludzkich istnień i sama jak palec pozbawiona mądrości nadania tego wszystkiego na bezpieczne tory.

No, nie jest tak do końca. Miłą  odskocznią są fotografie przysyłane przez koleżankę. Ostatnio była garstka poziomek tak pięknych jak prawie pół wieku temu. Oczami wyobraźni widziałam je też na dłoni kogoś. Były śliczne i słodkie jak ambrozja a zapach odurzał jak narkotyk. Dostałam też zdjęcie grzybów, pięknych grzybów, które znów mnie przeniosły w te piękne czasy i spacery po duktach leśnych. Zdjęcie morza to wspomnienie które przeniosły mnie na plażę Niechorza.  Zachody i wschody słońca i długie marsze plażą , obmywające stopy fale i wrażenie spokoju i bezpieczeństwa którego mi tak brakuje.  Po oglądaniu tych zdjęć coś zakiełkowało i sprawiło choć na chwilę że może dam  radę.

 Dzięki Ci za te zdjęcia i za przeniesienie mnie w przeszłość choć na chwilę.

Aby być precyzyjną muszę wspomnieć jeszcze o jednej koleżance która przysłała mi sms-a. Była to troska o mnie i to również mnie bardzo wzruszyło.

Zawsze słyszałam że powinnam się otworzyć, pogadać o problemie, bo co dwie, lub kilka głów to nie jedna. Do teraz tak myślałam i nawet w to wierzyłam. Coś się jednak stało, że moje szare wreszcie zaczęły działać pokazując przykłady mojej głupoty.  Potem znów zniknęły lecz zasiały niepewność mojego  postępowania. No cóż, każdy jest kowalem swojego życie. Nie pomoże zaklinanie czasu  bo każdy człowiek jest inny i choć zdarza się, że mylimy podobnie to już odczuwanie tych samych emocji jest zupełnie inne.  Pomyślałam nawet jak bardzo bym chciała znaleźć się na jednej z wysp Salomona w samym sercu cudownej przyrody i zostawić  to wszystko za sobą. Marzenia czasem się sprawdzają, lecz w moim przypadku raczej takie rozwiązanie nie wchodzi w grę. „ Takie życie”  jak mawiał pewien znajomy w sytuacji dla mnie niezbyt przyjemnej.

Może wystarczą mi zdjęcia koleżanki które przenoszą mnie w te lepsze czasy dając mi siłę na dalsze działanie. 


Podziel się
oceń
19
0

komentarze (3) | dodaj komentarz

CZASEM TAK BYWA

środa, 04 maja 2016 17:02

MOJE ZDJĘCIA 022.JPG

 

Poprzedni wpis miał być zabawą „prima aprilisową”  lecz jak zwykle mi się nie udało. Chociaż, jak się tak zastanowić to jednak wyzierała z treści odrobina prawdy.

Tak sobie myślę i to całkiem na poważnie – czy człowiek ma zawsze jedną twarz?,  czy na różne okoliczności nie zmienia się w kameleona i czasem szokuje?. Mówi się przecież – sama siebie nie poznaję  i coś w tym jest. Jednak nie o tym chcę dziś powiedzieć. Rano, kiedy czesałam włosy zobaczyłam że na szczotce jest jakby za dużo włosów. Troszkę mnie to przeraziło i pomyślałam – włosy mi wychodzą a problemy ładują mi się  jakby gdzieś w odmętach  mojej skołatanej głowy była jakaś promocja. Wiem,  każdy by powiedział że brak urozmaicenia to nuda i pewnie to racja, lecz co za dużo, to i świnie nie chcą. Ja już mam nadmiar i wolę włosy niż kłopoty.

Schodzę z kłopotów w realny świat bo jest ciekawszy i bardziej mnie interesuje. Zaczęłam od oglądania butów, /kiedyś miałam obsesję na ich punkcie – przymierzanie szpilek/  - tych w sklepie. Przyznam, że wyobraźnia projektantów delikatnie mówiąc bardzo mnie zaskoczyła -oczywiście pozytywnie, takie same , no prawie takie same nosiłam chyba pół wieku temu. Ciepełko  poczułam w okolicy serduszka lecz próbować tym razem się nie odważyłam. Łaknęłam jednak  doznań wizualnych. Wybrałam kobitki zapowiadające prognozę pogody w różnych stacjach telewizyjnych. Oglądałam i podziwiałam. Z tego oglądania wyszło mi, że najładniejsze buty mają urocze dziewoje  z TVN i nawet modeling mają profesjonalny. Nie mogłam jednak zrozumieć jak ONE mogą na takich cieniutkich „patyczkach” /o obcasach mowa/ na dodatek tak wysokich się poruszać. Za moich czasów obcasy były wysokie lecz nie takie cieniutkie. Wprawdzie pogoda mnie interesowała lecz tak naprawdę jej nie widziałam patrząc na obuwie, które przyciągało mnie jak magnez.

Aby oderwać się od tej niezdrowej fobii postanowiłam się zastanowić nad sobą, co w dość obszernym wywodzie uskuteczniła moja kuzynka. Powiedziała mi owa dama, że mam tyle asertywności co by nawet lupą nie zdołano dojrzeć. Natomiast tak zwana empatia wylewa się ze mnie jak lawa z krateru. Wiedziałam że nie ma racji tak do końca, lecz dyskusja z nią to strata czasu – zawsze ma rację. Coś jednak w tym jest ale akurat to, postanowiłam sobie zostawić na inną okazję.

Nurtowało mnie jednak coś innego. Powiedziała mi też, że za dużo mówię i w tym przypadku miała absolutną rację – postanowiłam też nad tym popracować. Najważniejszym jednak aspektem tego monologu lekko starszej od mojej skromnej osoby było to, że powinnam wreszcie się ogarnąć i zacząć myśleć o sobie w innej konfiguracji niż dotychczas. Nic nowego mi jednak nie powiedziała bo o tym mówiło mi od dawna wiele osób.

Muszę się przyznać z wielkim smutkiem, że akurat ta mądrość życiowa nie trafiała na żyzny grunt. Pracowałam nad tym zbyt mało a systematyczność w tym zakresie schodziła na plan dalszy, choć powoli dojrzewała ta subtelna prawda. Dojrzewała, dojrzewała i raptem okazała się dojrzała aż za bardzo.

Niestety nie spadła jak to bywa w przyrodzie z owocami lecz zamuliła mi dość duży obszar mojego mózgowia. Trochę mnie to zaskoczyło i nie mam pojęcia nawet zielonego co mam teraz z tym zrobić. Odkładać tego nie można bom przecież już nie dzierlatka a białogłowa w słusznym wieku, odłogiem tego też nie mogę zostawić, co zatem mi zostaje? – odpuścić temat, albo wcielić w życie choć nie będzie to takie łatwe. Postanowiłam na razie przeczekać do następnej filozoficznej rozmowy z kuzynką, bowiem teraz mam aktualną sprawę, której nie mogę jakoś rozwiązać. Jest to prozaiczna draka z uszczelką. Mała małpa się wzięła i zużyła. Jak wszystkim wiadomo, z technicznymi sprawami to jestem niemowlę, nawet instrukcje pisane polskimi literami dla mnie to chińszczyzna. Dziecię moje jest niedostępne, rady mam takie, że trzeba hydraulika wołać a ja postanowiłam sama dokonać dzieła i przeklętą uszczelkę wymienić na nową, piękniejszą. Jurto pójdę do sklepu i już współczuję sprzedawcy który mnie będzie obsługiwał. Dokonując zakupu owej uszczelki muszę kupić jeszcze klucz do odkręcenia pokrętła. Wodę ma się rozumieć zakręcam i odkręcam w razie potrzeby  tylko wajcha  oporna jest w tych zabiegach jak kolorowy żabocik. Jak widać życie jest piękne choć zwyczajne.

 


Podziel się
oceń
12
0

komentarze (4) | dodaj komentarz

"JEJ PORTRET" BOGUSŁAW MEC

piątek, 01 kwietnia 2016 16:06

015.JPG

 

 

 

Naprawdę jaka jesteś nie wie nikt 
Bo tego nie wiesz nawet sama Ty …..

 

Pierwsze słowa tej wspaniałej piosenki wykonywanej przez wspaniałego CZŁOWIEKA to moja charakterystyka. Jak się tak zastanowić, to nawet ja siebie tak naprawdę nie znam, choć teraz już siebie rozpoznaję . Smutne to lecz prawdziwe. Może dobrze że doszłam do tego teraz.

Mówią, że na naukę nigdy nie jest za późno, ale to każdy sam musi na to sobie odpowiedzieć.

Moja odpowiedź jest bardziej skomplikowana niż przewiduje „ustawa” i tylko przypadki wskazywały na trafność  moich  poczynań. Trochę to zawiłe, ale moje życie takie właśnie jest – zwyczajne , lecz skomplikowane. Może jednak nie mam racji  - jak zwykle, ale to wiem dopiero teraz. Niestety, nie można się zatrzymać, zmienić tego, co się powiedziało czy zrobiło, bo czas ma to gdzieś.

Jak sobie pościelisz, tak się wyśpisz i choć sama sobie ścielę starając się zrobić to idealnie, to już ze snem bywa gorzej.

Ponoć mamy zawsze wybór i to w zasadzie jest ogólną prawdą, lecz dlaczego wybieram przeważnie nie tak, jakbym sobie życzyła. Na pewno w danym momencie wydaje mi się że to wyjście jest najlepsze lecz okazuje się, że zwyczajnie źle wybrałam.

Odbierano mnie tak różnie i nadal się to zdarza że czasem nie mogę zrozumieć czy chodzi o mnie, czy kogoś innego.

Któregoś pięknego dnia postanowiłam  uskutecznić test na mojej osobie i otoczeniu. Nawet mi się to zaczęło podobać ale efekt był katastrofalny.  Za dużo kombinujesz – mówił mój rozsądek. Poparzyłaś sobie paluszki i zobaczyłaś nagą prawdę, która po drodze straciła piękne szatki – dalej drwił mój rozsądek. Co teraz zrobisz gdy już wiesz jak wygląda życie bez blichtru?, bez tej wspaniałej tęczy po wiosennej burzy?, co teraz wykombinujesz mądrego?. Przecież ty sama siebie nie znasz i pewnie już do końca nie poznasz  – naigrywał się rozsądek i miał niecnota rację.

Doświadczenia życiowe wcale nie uodparniają, lecz mogą bardziej namieszać i zaplątać wszystko. Wprawdzie można przeciąć całe zło jednym ruchem, ale bywa tak, że niesmak zostaje. Nie pomoże obwinianie innych za moje niezbyt mądre działania bo wybór zawsze miałam ja.

Czasem warto spojrzeć do tyłu, choć mądrzy ludzie powiadają że tak nie powinno się robić – dlaczego? – nie mam zielonego pojęcia. Spojrzałam. Zobaczyłam kilka wspaniałych osób bez których pewnie tak długo nie mogła bym istnieć. Może lekko przeginam ale w tej chwili tak myślę. Różny temperament ale serca na dłoni. Wiem że mają o mnie różne wyobrażenie i niech tak zostanie. Jedno co mogę powiedzieć o sobie , że jestem……

Hola, poszłam zbyt za daleko a masochistką raczej nie jestem. Nie wiem która  „ja” jest koncyliacyjna?,  która asertywna?, która empatyczna?, która totalna zołza? I jeszcze mogę tak wymieniać w nieskończoność bo to wszystko „ja”. Zaraz, nie jestem asertywna i wiem to na pewno. Kiedyś nawet uczyłam się tego przymiotu i nic z tego nie wyszło i dałam sobie siana.

Marzy mi się  domek w Puszczy, szum drzew, przyjazne zwierzaczki, ale to jedno z takich marzeń które się nie sprawdzają i może dobrze, bo ponoć maja przetrzebić drzewostan puszczański w imię „dobra” przyrody. Nikogo przecież nie obchodzi że się z tym wcale nie zgadzam.

Po pięknej, widowiskowej nocnej burzy przedpołudnie było deszczowe i zimne. Poszłam po recepty a potem nad moją ukochaną rzekę. Prawie nie było nikogo i wcale się nie dziwię.  Po południu, kiedy już schły mi buciki i kurtka nieśmiało zaczęło  wyzierać słoneczko. Teraz już uśmiecha się do mnie prawie /ponoć „prawie” robi wielką różnicę/  w całości. Zrobiło się cieplej i wspomnienie wiosennej nocnej burzy przechodzi do archiwum.

Będę jednak musiała podjąć decyzję czy dalej bawić się w to „zwyczajne życie” takie raczej nie zwyczajne i która ja by miała  o tym zadecydować. Teraz to  już wszystko mogę, ale jeżeli nas jest wiele, to do kogo ma należeć ostateczna decyzja?. 

 


Podziel się
oceń
19
0

komentarze (3) | dodaj komentarz

ROZTERKA.

poniedziałek, 08 lutego 2016 15:30

 

008.JPG

 

 

Są takie noce, które trwają w nieskończoność. Deszcz monotonie uderza w szyby jakby chciał udowodnić, że tylko on się w danej chwili liczy. Smutek, złość, niemoc ogarnia  wtedy nie tylko moje myśli ale wydaje się, że moje życie wtargnęło gdzieś w deszczowy labirynt z którego nie ma wyjścia. Oczy szeroko otwarte w tym bezsennym marazmie. Myśli przebiegają jak chmury podczas Halnego i jakoś nie potrafię ich zatrzymać choć na chwilę. Postanowiłam zmienić troszkę prędkość tych chaotycznych myśli metodą szynowej wajchy i narzuciłam wątek spraw bieżących.

W ubiegłym roku koleżanka podpowiedziała mi, że „ jak się chce zrozumieć pewne rzeczy a raczej poglądy innych, trzeba na to spojrzeć własnymi oczami”. Zawsze słucham mądrych rad i tym razem też posłuchałam. Zaczęłam się wgryzać w problem dochodząc do wniosku, że chyba coś ze mną jest nie tak. W takim mniemaniu jestem do dziś.  Jeszcze z moimi oczami nie jest tragicznie, a i uszy moje myte nawet dwa razy dziennie – więc nie ma mowy o brudzie. Słuch zaś mam wyjątkowy  /opinia innych/ bo nawet czasem słyszę to, co nie powinnam. Problemy zaś ze słuchem ma moje dziecię. Wracam jednak do meritum. Wyedukowałam się na ile pozwolili mi komentatorzy, wybrani posłowie i rządowa ekipa. Mój dylemat jednak polega na tym, że moje oczy widzą mądrych ludzi, oceniających realne wydarzenia, komentując je oczywiście bardzo często w imieniu innych. Do tego momentu jakoś nad tym panuję, lecz jak uruchomię słuch, to już zaczynam mieć wątpliwości natury psychicznej. Gubię się totalnie w tym słowotoku i zastanawiam się dlaczego ja widzę to całkowicie inaczej niż niektórzy bardzo „mądrzy”  ludzie. Dziennikarze, co do których miałam niekłamaną sympatię wprawiają mnie w wielkie zdziwienie. Mam wrażenie, że wszyscy wiedzą na maxa jak powinno być, jak to trzeba robić i w razie wtopy jak wyjść z tego z twarzą. O politykach to raczej nie chcę się wyrażać bo to nieparlamentarne słowa by były. Tak sobie pomyślałam, że w pewnych momentach   chciałabym być na miejscu mojego syna.

Odpuściłam sobie te debaty komentatorów i polityków ze względu na moje zdrowie psychiczne, chociaż  jedna  Ustawa troszkę mnie zmroziła. Jeszcze pamiętam jak rozmawiałam przez telefon z koleżanką o sprawach czysto babskich, usłyszałam głos całkowicie nieznajomy, który to głos poinformował mnie – „rozmowa kontrolowana”, potem jeszcze komentarz do naszego tematu rozmowy. Wtedy miałyśmy ubaw, ale to wcale nie było wesołe przy innych rozmowach. Teraz już nie będzie innego głosu informującego, że ktoś  obcy namiętnie  wsłuchuje się w moje rozmowy. Może niepotrzebnie się podniecam takimi sprawami, bo jestem przecież już osobą wiekową z bagażem doświadczeń, a i telefon raczej jakby się zbuntował i prawie milczy – ale to już jest inna bajka.

Deszcz przybrał na mocy i bębni w szyby dając mi do zrozumienia o tym, że moje myśli zaczęły iść w złym kierunku. Z wielką niechęcią wstałam i poszłam się napić wody -  to czasem pomaga na ochłodzenie emocji i zweryfikowania priorytetów  w myśleniu. Nie można zaśmiecać sobie szufladek czymś, co i tak nie pomoże mi w zaśnięciu.

Ale tak na dobrą sprawę,  w ciekawych czasach przyszło mi żyć gdzie słowa tracą swoje znaczenie, że tak naprawdę tej stabilizacji której tak bardzo mi potrzeba wcale nie widzę i nawet nowe przeliczenie emerytury też mnie ominie – dlaczego? – bo urodziłam się dwa lata za  wcześnie. Za to jednak uzyskałam wyczerpującą informację na ten temat. Sympatyczny głos dorzucił jeszcze pogłębioną  odpowiedź  w  temacie waloryzacji emerytur  w  bieżącym roku.

Znów muszę zresetować moje myśli,  bo tym razem zacznie padać deszcz, ale z moich oczu.

Takie to już jest to „zwyczajne życie” nie zawsze usłane różami.

A krople deszczu nadal odbijają  się od  moich szyb.


Podziel się
oceń
20
0

komentarze (4) | dodaj komentarz

TEN CZAS.

poniedziałek, 11 stycznia 2016 14:10

013.JPG 

 

Małymi krokami nadchodzi ten czas,  w którym zastanawiamy się nad przekazaniem 1% naszego podatku.

Wiem, to od każdego z nas zależy gdzie ulokujemy swój procent, do jakiej Fundacji  i kogo wesprzemy kwotą wynikającą z odliczenia.

Są różne Fundacje opiekującymi się dziećmi chorymi, ich leczeniem, rehabilitacją, nabywaniem potrzebnych akcesoriów do tej rehabilitacji – słowem, wszystkim tym, co potrzebne jest dzieciom chorym i niepełnosprawnym a potrzeby są różne, lecz zawsze wymagają dość dużych nakładów.

Są Fundacje wielkie / stacje telewizyjne/ i takie średnie, które pozyskują nakłady w ramach swojego statutu i darczyńców prywatnych.

Dolnośląska Fundacja w moim przekonaniu /znam ją od wielu lat/ jest szczególna. Każda złotówka jest dobrze wydana a rachunki skrupulatnie są „prześwietlane”.

Nie chodzi jednak o Fundację która ma między innymi pod opieką moje wnuczki, które już dobrze znacie.

Wiktoria chodzi już do piątej klasy a jej oceny są nie dobre, lecz bardzo dobre. To dzięki Wam i Waszej pomocy jej mowa werbalna niczym się nie różni od koleżanek i kolegów słyszących. Bierze udział w Olimpiadach zajmując miejsc na podium, ma  wiele Dyplomów za osiągnięcia dydaktyczne i pozaszkolne Potrafi doskonale migać, a to z kolei pomaga jej w kontakcie z Rodzicami i już zaczyna być ich przewodnikiem w świecie słyszących. W tym roku będzie miała procesor mowy nowej generacji. Wszystko to jest bardzo ważne lecz  wiąże się jak wszystko, ze zwiększonymi nakładami. Jeżeli powiem że te procesory które teraz mają dziewczynki to wartość dobrej marki samochodu, to  można sobie wyobrazić działanie procesorów nowych, bez szmerów, czystości dźwięków i ich wzmocnienie. Pewnie by tak nie było gdyby jej osiągnięcia nie były takie wyjątkowe. Ta wyjątkowość to WY  KOCHANI, Wasze wsparcie i Wasza inwestycja która przynosi efekty.

Paulinka zaczęła chodzić do pierwszej klasy jako sześciolatka i daje sobie wspaniale radę. Musi jednak mieć dodatkowe zajęcia logopedyczne. Jest bardzo zdolna i na razie nauka nie sprawia jej kłopotów lecz do osiągnięcia poziomu klasy musi jeszcze bardzo ciężko pracować dodatkowo. Kocha balet i muzykę. Zresztą obie dziewczynki są związane z muzyką i tańcem. Obie pasjonują się grą obrazkową i literową „Scrabble”. Szczerze mówiąc są lepsze niż ja, może nie do końca, ale są szybsze.

 

Kiedyś mówiono mi, że wszystko zależy od nas samych, lecz czy na pewno?. Życie zweryfikowało tą definicję bardzo boleśnie. Kiedy parę lat temu odeszła gdzieś w dal nadzieja, koleżanka wpadła na pomysł wysłania pism do Firm i Zakładów . Napisałyśmy piękny list i koleżanka  wysłała do ponad stu tych podmiotów. Sama sfinansowała to przedsięwzięcie. Dostałam jedną odpowiedź – negatywną.

W następnym roku namawiana przez nią i jeszcze kilka osób poprosiłam Was o pomoc. Efekt był niesamowity. To WY pomogliście kiedy tak bardzo potrzebowały pomocy moje dziewczynki, to Wy sprawiliście że uwierzyłam w to, że w takich przypadkach ważni są ludzie, którzy dzielą się z innym choć nie mają tak wiele, to Wy sprawiliście, że łzy szczęścia płynęły z moich oczu. Ta chwila kiedy dziewczynki zaczęły uczęszczać na dodatkowe zajęcia i po pewnym czasie widać było już różnicę, były dla mnie najpiękniejszymi w tych tragicznych czasach.

Jeżeli nasz los jest gdzieś zapisany, to pewnie ten szczególny okres Waszej pomocy też ma swoje zakotwiczenie.

Dziękuję i proszę o dalsze inwestowanie w moje kochane DZIEWCZYNKI.

 

 

1% -

   KRS 0000050135  Asterki

 

 

 

 

 

      DOLNOŚLĄSKA FUNDACJA OCHRONY ZDROWIA

 

                       Bank Pekso S.A. I Oddział  Wrocław

 

                     Nr   45 1240 1994 1111 0000 2495 6839

 

     Z dopiskiem;- darowizna na cele ochrony zdrowia  i ubezpieczenie procesorów  mowy  „Asterki” 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

  

 

 

 

 


Podziel się
oceń
15
0

komentarze (7) | dodaj komentarz

A JEDNAK MAM PECHA

poniedziałek, 14 grudnia 2015 18:33

obrazek86.jpg 

 

 

Kiedyś pisałam, że jestem kobietą upadłą i było mi z tym niezbyt komfortowo. Dziś znów mogę sobie dopisać dalszy ciąg mojej upadłości ale już w innej konfiguracji.  Do tej pory podłoże było tradycyjne, teraz jednak zaczęły się schody. Moja ciekawość mnie zgubiła nadając jej wymiary prawie groteskowe. Może byłam już zmęczona chodzeniem, może zaciekawiła mnie witryna sklepu, a może zwykłe łakomstwo, bowiem sklep który mnie zainteresował był CUKIERNIĄ. Wchodziło się do tego przybytku po schodach, trzech schodach. Pierwszy pokonałam dość szybko lecz drugiego nie zaliczyłam. Zaliczyłam zaś upadek dość oryginalny. Barkiem uderzyłam dość mocno w mur /szłam blisko bezpiecznego oparcia/. Mur jednak nie życzył sobie mojego dotyku i potraktował mnie dość brutalnie i boleśnie. Kolana odbiły się od drugiego schodka, a ręce wystrzeliły na schodek trzeci. Szkoda tylko, że nie mogę sobie teraz tego dokładnie obejrzeć. Tym razem moja upadłość była, a raczej jest bardzo bolesna bo unieruchomiła mi prawą rękę, która i tak nie była w pełni sprawna. No cóż, takie życie a lewą ręką jest bardzo trudno się posługiwać.

Z drugiej jednak strony abstrahując od bólu mam wytłumaczenie na totalny odpoczynek. Nic to, są gorsze pechy i gorsze konsekwencje – moje ogrzewanie.

 

Oglądałam jakiś czas temu bardzo smutny a raczej tragiczny film. Tytuł wyleciał mi z głowy, ale nie o tytuł chodzi. Treść obrazu traktowała o nielegalnych przerzutach uchodźców z Meksyku do Stanów. To, co zobaczyłam na ekranie zmroziło mi krew. Jak bardzo są ludzie zdeterminowani uciekając od biedy z własnego kraju, jak bardzo nieświadomie oddają się w ręce przestępców, bezlitosnych kanalii którzy wyznaczając opłatę,  pozbawiają tych biedaków wszystkiego, co mieli i co uzyskali od rodzin i przyjaciół.

Właściwie skupiłam się na jednej rodzinie, choć nie były to osoby pierwszoplanowe. Do „ Raju” chciała trafić rodzina składająca się z kobiety w siódmym miesiącu ciąży i jej męża. Kobieta chciała urodzić swoje pierworodne dziecko  w Stanach  by dało im bezpieczne, dobre życie. W pierwszej chwili pomyślałam, że takie ryzyko było bardzo nieodpowiedzialne ale z każdą chwilą rozumiałam ich tok myślenia. Trafili jednak na ludzi, nie, to nie byli ludzie, to były kanalie. Warunki przewozu były tragiczne i niewyobrażalne. Czy można sobie wyobrazić ciężarną kobietę leżącą pod samochodem przewożącym paliwo, w oparach benzyny?. Pustynia, drogi jak na Księżycu, bez wody w upalny dzień. Kiedy dojechali do jakiegoś punktu przed granicą okazało się, że jeden z tych biedaków chory  na astmę już nie żyje. Potraktowali go w tak nieludzki sposób, że nie mogłam na to patrzeć. Gorsze miało jednak nastąpić.

Kobieta poczuła bóle. Ten piętnastominutowy odcinek zachwiał totalnie moją w wiarę w człowieka. Kobieta była nafaszerowana narkotykami znajdującymi się w jej żołądku. Okazało się bowiem, że ci „dobroczyńcy” to mafia narkotykowa szmuglująca narkotyki do Stanów. Wyspecjalizowali się w tej metodzie, bo psy na granicy nie wyczuwały narkotyków. Metoda była bardzo prosta. Przy wyjeździe kazano przewożonym ludziom pić dużo wody aby się nie odwodnić w czasie podróży – jakie to  "szlachetne" . W wodzie był środek usypiający i spokojnie faszerowali ich na ful.

Wracam jednak do kobiety. Jeden z woreczków pękł w jej brzuchu a spowodowało jego pęknięcie dzieciątko które wyczuwało coś, co było dla niego niezbyt bezpieczne. Podróż dla nich się zakończyła na pustyni w okropnych męczarniach,  daleko od domu i upragnionego raju.

Wyłączyłam telewizor, dalsze oglądanie nie było możliwe.

Miałam nie wspominać o oglądanym filmie ale nie mogę wymazać go z pamięci. Może teraz wyrzucając to z siebie, złagodzi choć trochę ten obraz , straszny obraz zdesperowanych ludzi.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 


Podziel się
oceń
15
0

komentarze (7) | dodaj komentarz

JESIEŃ.

poniedziałek, 14 grudnia 2015 16:31

 

010.JPG

 

 

                                           

 

Od  wielu, wielu lat jesień była moją najpiękniejszą porą roku. Spadające z drzew kolorowe liście tworzyły przepiękne dywany w parkowych alejkach. Spadały jak konfetti  na moje włosy przenosząc w świat bajkowy. Lubiłam chodzić po tych szeleszczących dywanach myśląc nie tylko o przemijaniu lecz o budzącym się życiu za kilka miesięcy. Było to preludium do budzenia się życia, nowej energii i wszystkiego tego, co się z tym wiąże. Potem siadałam na ławce a promienie słoneczne pieściły mnie swoim ciepłem. Lubiłam też chodzić nad rzekę i patrzeć na jej leniwe ruchy podobne do moich.  Lekki powiew  wiatru wyzwalał szum, który koił czasem moje zwariowane wspomnienia.

Zadawałam sobie wtedy pytania – dlaczego pamiętam sytuacje z przed wielu lat i widzę to wszystko tak  wyraźnie ze szczegółami. Co powoduje, że pamięć jest też wybiórcza i czy gdzieś tam w „szufladkach” mózgu są momenty w których następuje wypływ tych wspomnień.

Jakiś czas temu przeczytałam że „ fizjologia mózgu nie jest w pełni zbadaną dziedziną  wiedzy, że nie ma dwóch identycznych mózgów. Porównuje się mózg do komputera, ale to jest błąd. Tu nie chodzi o twarde dyski i pamięć szybkiego dostępu. Mózg jest tworem organicznym. To jakby zrzucić worek jabłek ze schodów. Jedne się obiją, inne nie”.  Coś w tym jest i dlatego jesień tego roku jest inna od poprzednich.

Tej jesieni skumulowały się wszystkie niezbyt miłe doświadczenia. Zaczęły mi się walić moje żelazne zasady, przynosząc więcej złych emocji niż bym sobie tego życzyła.

Idąc tymi samymi alejkami co onegdaj,  po dywanach z liści,  nie odczuwałam tego zadowolenia, nie potrafiłam skupić się na słowach czytanych siedząc w słońcu na ławce, nie czułam tych dobrych fluidów co w poprzednich latach, a rzeka nie robiła już takiego wrażenia spokoju.

Tej pięknej jesieni nie mogę się pozbyć dziwnego osamotnienia, pustki wokół mnie i niemocy która mnie otacza. Wiem, że różnie reagujemy na pewne sytuacje i przeważnie każdy ma inne recepty na wyjście z  impasu, ale mnie się jakoś nie udaje tego opanować.

Wszystko zaczęło się od US, ale to był mój błąd. Teraz widzę że niezbyt dokładnie zrozumiałam  wyjaśnienia, co w konsekwencji kosztowało mnie to pomniejszenie moich zasobów. Nic to – powiedziałam sobie i z ciężkim sercem odchudziłam mój portfel. Za doświadczenia  nawet bolesne trzeba płacić.

Sądziłam,  że te złe rzeczy mam już za sobą, lecz myliłam się niestety.

Po kilku dniach dostałam rozliczenie roczne za c.o i podgrzewanie wody. Jakie było moje zdziwienie kiedy spojrzałam na kwotę. Spodziewałam się dużej nadpłaty gdyż zima była nad podziw łagodna i mogłam sobie pozwolić na oszczędzanie tym bardziej, że często wybywałam z mojego kochanego miasta. Na rozliczeniu figurowała astronomiczna kwota /w moim mniemaniu/  do zapłacenia. Miałam niedopłatę i to kilka ładnych setek, czyli prawie pół  mojej emerytury. Zatrzęsło mnie totalnie. Pomyślałam sobie – tylko spokojnie, przecież pomyłki się zdarzają i jakoś można to wyjaśnić. Zaczęłam od telefonu do człowieka zarządzającego. Niestety, ponad godzinna  rozmowa a raczej monolog z jego strony o technicznych zawiłościach metody rozliczenia całkowicie unieruchomił moje szare komórki. Jednak dowiedziałam się że jestem przypadkiem paradoksu. Cholernie  modne słowo i chyba powinnam się cieszyć z tego paradoksu, lecz dlaczego mam za niego tak dużo płacić. Postanowiłam to skonsultować z UOK. Moja wizyta w tum Urzędzie była krótka lecz bardzo pouczająca. Teraz już wiem, że Wspólnota jest bytem oddzielnym i Urząd nie może się włączyć w rozwiązanie problemu. Dostałam jednak bardzo jasne wytyczne jak mam dalej postępować. Poczułam że góry mogę przenosić,  a współczucie na twarzy Pani dodał mi skrzydeł.

Oj naiwna, naiwna ktoś by powiedział i na pewno by miał rację. Przeszłam drogę tak trudną i wyboistą, że skrzydełka  całkowicie mi się połamały, ale jeszcze się nie poddałam.

Napisałam pismo do Zarządzającego prosząc o wyjaśnienie tak dużej niedopłaty i czekałam. W międzyczasie zainteresowałam się wynagrodzeniem rzeczoznawcy i byłam na konsultacji prawniczej. Prawnicy obsługiwali bezpłatnie  więc nie narzekałam na trzykrotne podejście do wiedzy.

Znów telefon do zarządcy i znów zaczął się monolog, tym razem postanowiłam zmienić reguły i w połowie słowa przerwałam ten potok pytaniem – dlaczego?.

Jakie było moje zdziwienie kiedy padły słowa wyjaśnienia – zamówienie było zbyt duże i niestety trzeba za to zapłacić. Potem jeszcze pewne wyjaśnienia które absolutnie mnie nie przekonały i przestałam słuchać. Miałam jednak deklarację, że mój przypadek zostanie ponownie zbadany i natychmiast dostanę wyjaśnienie na piśmie.

Jakoś w to „natychmiast” nie uwierzyłam i zadzwoniłam do TV. Trafiłam tym razem w dziesiątkę. Były to Fakty i dział interwencji. Rozmawiałam z fantastyczną osobą  / pewnie szefowa/ i po kilku dniach zadzwoniła do mnie Pani Redaktor. Umówiła się na następny dzień.

Jakie było moje zdziwienie kiedy zobaczyłam nie tylko piękną kobietę lecz i mężczyznę z kamerą. Nie chciałam psuć zabawy i poprosiłam sąsiadkę, która też miała podobną kwotę do zapłacenia. Spotkanie i filmowanie trwało ponad godzinę i kiedy wychodzili Pani o przepięknym imieniu i bardzo oryginalnym, powiadomiła mnie o emisji w tym samym dniu. Byłyśmy w szoku, ale prawdą jest to,  że  to się sprawdziło. Fakty były.  Informacja o „paradoksie” była pierwszą zaczynającą Fakty.

Moje problemy się jeszcze nie skończyły, bo nie mogę pozwolić aby tacy cwaniacy oszukiwali i ich samopoczucie było takie dobre. Niestety, na tych co też mają niedopłatę nie mogę liczyć a sama z motyką na księżyc – to się nie uda.

Nadal czekam na pisemną odpowiedź bo telefon po emisji mnie nie zadawala.

 

Jesień w tym roku sprawiła, że mimo jej piękna nie potrafię się cieszyć z jej bogactwem barw tym bardziej, że biurowiec do którego powoli się przyzwyczajam zasłania mi to, co kiedyś dawało mi siły.

 

 

 

 


Podziel się
oceń
11
0

komentarze (6) | dodaj komentarz

JEDEN DZIEŃ Z WIELU.

niedziela, 04 października 2015 17:24

916.JPG

 

 

Noc miałam fatalną. Postanowiłam, że nie wstanę z mojego łóżeczka i zobaczę jak długo wytrzymam w tym  apatycznym postanowieniu. Po chwili jednak postanowiłam odsłonić okno i zobaczyć jak się ma moje niebo. Było urocze a ja zapragnęłam kawy i dodatku.

Popatrzyłam  jeszcze w moje niebo i zaczęłam dzień. Byłam zła jak osa co sugerowało, że czarne myśli kłębią się jak by im obiecano dodatek w formie walorów NBP. Dawno już nie zaczynałam takiego dnia i tak naprawdę trochę się tego przestraszyłam.

Raptem przeleciała jak błyskawica myśl. Dobra nasza – pomyślałam. Przypomniałam sobie co robiłam w takich chwilach ….ści lat temu.

Podziałało.

Poszłam na spacerek i po drodze idąc do domu kupiłam śliweczki – pachniały świeżością a ślinka mi leciała po brodzie.

Zrobiłam to, naprawdę zrobiłam. Wyszło jak zawsze, bo to zawsze się udaje i przynosi kupę radochy. Magia zadziałała. Nie mogłam się doczekać aż wystygnie.

 

025.JPG

Kiedy już przygotowałam sobie ucztę i wygodnie usadowiłam swoje wątłe ciało, doszłam do wniosku, że tak naprawdę każdy ma problemy. Jedni maleńkie, inni wielkie jak Himalaje. Swoje wypośrodkowałam mówiąc głośno i wyraźnie / lubię czasem tak pogadać z mądrym człowiekiem/ -  że z problemami każdy sam się buja i nie ma innej opcji. Jedno wiesz  - a może nie?, jak trzeba   je rozwiązać i to wydaje się proste i zrozumiałe, dlaczego jednak robisz zgoła coś innego? – tego jakoś nie mogę sobie uzmysłowić.

Zeszło mi trochę nad tym myśleniem i z talerzyka zniknęła porcja pychotki.  Trwał nadal ten dziwny dzień i jakoś nie mógł się zakończyć optymistycznie. Napłynęła znów jakaś dziwna refleksja.

Włączyłam telewizor, a tu znów walczą o jakieś miejsca na liście oczekujących, jakieś stawki godzinowe, jakieś obietnice i coś tam jeszcze. Wprawdzie nie wiedziałam o co biega ale ta walka już mi nie pozwoliła na słuchanie.  Wyłączyłam „pudło” i wydłubując śliweczki głośno zastanawiałam się dlaczego wszyscy o coś walczą. Walka  kojarzy mi się całkowicie z czymś innym, bardziej okrutnym a nie z codziennymi sprawami i czynnościami. Może ze mną jest coś nie tak, może nie nadążam za współczesnością?. Tu powinnam wypisać o co ludzkość w moim pięknym Kraju tak zapamiętale walczy, ale nie mam już na to siły ani ochoty.

Popatrzyłam na talerzyk i aż mnie zatkało. Wrąbałam cztery dość duże kawały mojego placka i nawet nie wiem jak się to stało. W porządku – pomyślałam, jak by mi nie smakowało to pewnikiem jeszcze by leżało na talerzu.

Dzień zbliżał się ku końcowi i w sumie był to mimo wszystko bardzo udany dzień. Pomyślałam, że mogę przecież częściej robić tą powtórkę z „rozrywki” / placuszek mam na myśli/. Ale jeszcze dzień trwa i niepotrzebnie podeszłam do balkoniku spoglądając na „uroczą budowę”. Zatrzęsło mną, bo zabierają mi codzienne widoki. Już nie będę wiedziała kiedy wyjść z domu jadąc tramwajem bo już ich nie widzę. Nie widzę już kwiaciarni a niebawem zniknie mi widok na Rondo Regana. Patrzeć będę w okna pokoju biurowego.

 Kiedyś mogłam zobaczyć Iglicę przy Hali, przejść przez jezdnię i już być na targowisku kupując świeże  warzywa i nie tylko. Sprzedawano wiejską śmietanę, sery pyszne, zresztą wszystko to, co wyprodukowano na wsi. Było zdrowe i świeże. Przypomniałam sobie Panią Marysię która handlowała ziemniakami a przywoziła je furmanką , którą ciągnął fantastyczny konik, zadbany i uroczy. No cóż, kiedyś byłam też chyba młoda i może nie piękna ale optymistycznie patrząca na świat. Dziś z tego pozostały szczątki optymizmu i wspomnienia.

Światem rządzi mamona i to ona dyktuje prawa  a cóż ja, szara myszka z bagażem doświadczeń które nijak się mają do dnia dzisiejszego mogę zdziałać.

Jak zlikwidowali Targowisko zrobili parking ale drzewa jeszcze były.

 

048.JPG

 Potem zaczęło się budowlane eldorado.

W międzyczasie wichura wyrwała moje drzewo które cudnie szumiało w letnie wieczory. Też mi go zabrano.

 

157.JPG

Zaczęto budowę która wcale nie wywołuje uśmiechu na mojej twarzy. Tempo raczej oszałamiające a chłopaki w najdłuższych dniach pracowali nawet do zmroku.

 

012.JPG

 

 

Noc też im nie przeszkadzała.

 

021.JPG

 

Teraz ten dzień pracy się zmniejszył a zwiększyła się wysokość. Pewnie już niedługo zostanę pozbawiona widoku węzła przelotowego na Warszawę. Widzę teraz wyłącznie dachy tramwajów jadących  od mostu Grunwaldzkiego, za kilka dni i tego nie będę widzieć.

 

028.JPG

No cóż, idzie „nowe” i nie powinno mnie to wcale dziwić. Żal tylko tych widoków które rozpościerały się kiedyś z mojego balkoniku. Zostanie mi jednak moje Niebo i tego mi nikt nie zabierze a ono dość często mnie zadziwia swoim pięknem, daje mi nadzieję na wspaniałe  przeżycie dni i urocze światło zachodzącego słońca.

Kończy się dzień, mimo lekkiego smutku jutro wstanę pewnie z nową energią na zmaganie się z moimi problemami  - bo takie jest życie, zwyczajne życie.


Podziel się
oceń
15
0

komentarze (8) | dodaj komentarz

CHAOS.

wtorek, 01 września 2015 11:13

069.JPG

 

 

Znów te upiornie duszne noce. Zapowiadają koniec tej udręki za dwa dni. Wytrzymam.  Na pewno wytrzymam tak, jak do tej pory.

Z tym wytrzymaniem to jest jednak różnie, czasem jest to ponad moje siły. Ma to związek z podpowiedzią mojej koleżanki abym choć trochę wgryzła się w elementy zwane polityką.

Wprawdzie nie miałam zbyt wielkiej ochoty, bo moje życie choć sielanką nie było, ale spokój sobie cenię jak nic na świecie.

Jednak w tym była jakaś siła. W okresie kiedy miałam wybierać moich ulubieńców aby mnie reprezentowali musiałam choć pobieżnie orientować się  czym mnie będą zachęcać.

Weszłam w ten świat pełen podsłuchów, kamer, szyderstw i zajadłości że aż mnie poraziło.

Przecież nie żyłam w kokonie, a życie  toczyło się obok mnie, lecz nie sądziłam że będę świadkiem takiej obłudy.

Po kilku dniach byłam przekonana że na żadne wybory nie będę chodzić, lecz przecież koleżanka powiedziała mi wyraźnie

- jeżeli nie pójdziesz, to nie masz prawa narzekać.

Miała zdecydowanie rację. To mnie zmusiło do dalszej penetracji po stacjach telewizyjnych i radiowych też.  Najbardziej podobały mi się piosenki wykonywane przez młodych piosenkarzy, choć te starsze kawałki łykałam zachłannie. W telewizjach różnistych wyłącznie reklamy przykuwały moją uwagę. Dowiedziałam się, że wystarczy łykać tabletki na śniadanie, obiad i kolację aby wyglądać młodo, zdrowo i modnie /modnie, to supermarkety i sklepy wysyłkowe gdzie można bezpłatnie zwracać jak się nie podoba/.

Pożartowałam sobie, bo jak można traktować ludzi którzy chcą aby postrzegać ich poważnie  i biegają od jednej stacji telewizyjnej do drugiej, gadając takie głupoty, że mózg się lasuje myśląc, że jeżeli obsobaczy swojego konkurenta bardzo dosadnie i śmiesznie to zyska przychylność wyborców. Może by i zyskał tylko akurat jedna deklaracja – „robię to dla Polski” rozkłada mnie na łopatki. Już wiem jak się biedactwa starają, jak mają pod górkę i jakie kłody im rzucają pod nogi tępaki z innych opcji politycznej to ręce opadają. Bo oni wszystko dla Polski to robią.

Czasem się zastanawiam czy spojrzenie z sejmu tych wybrańców na elektoraty, różnej opcji politycznej, a nawet tych, którzy nie zajmują się na co dzień ani nawet od święta polityką to kompletne matoły i bezmózgowia?. Przecież drodzy „wybrańcy” wy nas obrażacie i to obrażacie totalnie. Społeczeństwo to ludzie rozumni i w dzisiejszych czasach dość inteligentni, dlatego na plewy się nie nabiorą. Chociaż  nie do końca to jest prawda. Są i tacy, co uwielbiają takie rozróby, to ich podnieca i radochę mają totalną. No cóż, mnie to nie rajcuje. Wychodzę z założenia, że troszkę kultury nigdy nie zaszkodzi jeżeli chcesz aby cię szanowano, szanuj innych. Chwilowa radocha minie i na pewno pozostanie kac moralny. Każdy jednak ma wybór jak się zachować w danej chwili.

Zastanawiam się też, jak się wyrabiają kochani "wybrańcy" w czasie biegania  do mediów w takie upały. Być może właśnie to powoduje ten słowotok nie zawsze kontrolowany.

Dziennikarze też potrafią manipulować widzami i słuchaczami. Niektórzy robią to nawet z pewnym wdziękiem i profesjonalizmem. Ich rozumie, mają przecież dbać o jakość przekazu i jak największą oglądalność. Kasa przecież jest równie ważna jak i przekaz. Poza tym oni nie wciskają nam że robią to dla Polski a jedynie dla stacji dla której pracują - uczciwe co?.

Kiedyś, jak miałam już dość latania po kanałach zastanawiałam się czy coś konstruktywnego  dało mi to całe słuchanie bzdur, epitetów, wazeliny i miejsca na listach wyborczych kandydatów do okrągłej Sali. Wyszło mi jednak że Sejm powinien być kwadratowy bo wtedy te wszystkie kanty były by widoczne a podsłuchy by poszły do lamusa. Nie podniecały mnie  nawet bardzo drogie zegarki na rękach „wybrańców”, niech sobie mają jak ich na to stać, a stać ich na pewno, przecież płacimy im dość dobrze a jeszcze biedactwa dorabiają sobie  w różnych instytucjach.

A tak na marginesie, nie lubię zegarków bo mi obrzydły.

W przerwach oglądałam sobie panie medialne które poprawiały sobie urodę. Sama się zastanawiałam czy gdy bym miała tyle kasy to bym sobie coś takiego zrobiła. Popatrzyłam w lustro /radził mi to  „życzliwy” znajomy/ i doszłam do wniosku, że w żadnym wypadku. Po pierwsze – szyja pokaże prawdę, a po drugie ja kocham swoje zmarszczki miłością bezgraniczną, a to dlatego, że zapracowałam sobie na nie jak NIK na świecie.

Wracam jednak do realnych stron życia społecznego.

W upalną niedzielę zmroziła mnie totalnie wypowiedź Prezydenta mojego Kraju. To, co powiedział Prezydentowi Niemiec nie będę pisać ani komentować bo to rzeczywiście nadaje się tylko do telewizji i nawet nie trzeba zabiegać co by to pokazali.

Był okres w moim życiu że słuchałam bajek które czytała mi moja mama. Ja też to robiłam dlatego mogę śmiało powiedzieć, że te, które teraz słucham od ludzi którzy mają pieczę nad moją Ojczyzną przekraczają swoją fantazją i złośliwością jak również horrorem nawet bajki braci GRIMM.

Więcej już nie mam ochoty na oglądanie ani słuchanie „mądrych” słów. Na wybory pójdę. Mam na oku ludzi, z którymi wiążę pewną nadzieję. Pogrzebię jeszcze aby się dowiedzieć coś więcej. Z tego co już widziałam wyszło mi że to profesjonaliści ale czy tak na pewno , czy aby to znów nie ściema? Trochę pojęcia już mam, więc jeszcze muszę dopatrzeć i doczytać. Senatora już mam zaklepanego.

Dzięki koleżance poznałam świat ludzi zakłamanych, pokornych inaczej, obrażających innych ze śmiechem na ustach i to wszystko robiących dla Polski.

Najśmieszniejsze jest jednak to, że wszyscy oni słuchają POLAKÓW i to byłoby nawet śmieszne, gdyby nie było to takie tragiczne.


Podziel się
oceń
12
0

komentarze (5) | dodaj komentarz

środa, 28 września 2016

Licznik odwiedzin:  32 680  

Kalendarz

« wrzesień »
pn wt śr cz pt sb nd
   01020304
05060708091011
12131415161718
19202122232425
2627282930  

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

O moim bloogu

opowiadania, przemyślenia, rozważania

O mnie

NAJPIĘKNIEJSZE CHWILE ZWYKLE KRÓTKO TRWAJĄ, NAJDŁUŻEJ TRWA CIERPIENIE.

Kiedy nostalgia do mnie przychodzi,
Wracam do wspomnień mego dzieciństwa.
Gdzie dumne brzozy w słońcu skąpane,
Cieniem łagodnym otulają domostwo zapomniane.
To była Polska "B" i każdy prawie się wstydził
Przyznawać otwarcie do swych korzeni,
Ja zawsze byłam z tego dumna
Z pochodzenia i wspaniałej KIELECKIEJ ziemi.
Kiedy wracam wspomnieniami,
Do chatki w lesie brzozowym
Łezka się w oku zakręci i widzę dom
Pokryty strzechą - snopkami złocistej słomy.


Statystyki

Odwiedziny: 32680
Wpisy
  • liczba: 205
  • komentarze: 477
Galerie
  • liczba zdjęć: 0
  • komentarze: 0
Punkty konkursowe: 2117
Bloog istnieje od: 2692 dni

Lubię to